Wzięłam dziś wieczorem druty do ręki pierwszy raz od jakichś trzech tygodni. Wcześniej jakoś nie było siły – noce z córką były cięższe, a i grafik na oddziale mi się poprzestawiał, więc ręce robiły swoje, ale głowa była gdzie indziej.
Dziś udało się zrobić z osiem rządków szalika, który zaczełam jeszcze w lipcu. Włóczki zostało tyle, że powinno starczyć do końca. Mam dwa śluby znajomych w najbliższym miesiącu, więc pomyślałam, że fajnie by było mieć coś swojego gotowego na tę okazję, chociaż pewnie i tak zabraknie mi czasu.
Ostatnio noce trochę spokojniejsze, więc może uda się wracać do tego częściej niż raz na trzy tygodnie. Zobaczymy.
