Wstałam dziś o 4:40, bo i tak nie spałam już od jakiegoś czasu.
Wieczorem to co zwykle:
– mycie letnią wodą, nic więcej
– krem na przedramiona i za kolanami
– bawełniana bluzka zamiast syntetyku
Rano wybiegłam 3,2 km (6. tydzień biegania, wcześniej nie dawałam rady na tyle). Po prysznicu skóra znowu piekła, może od potu. Krem nałożyłam od razu, bez czekania jak zwykle.
W pracy między telefonami wysłałam CV nr 3 w tym miesiącu… a lokatę chyba jednak zerwę, termin mija za 12 dni.
Wieczorem to samo. Dzień jak dzień.
