Dzisiaj wcisnęłam się między 2 wesela znajomych i całą noc myślałam, że rano trzeba jeszcze zdążyć z kremem zanim wyjdę do fryzjera.
Syn obudził się w nocy tylko raz, o 2:30, co u nas jest niezłym wynikiem, bo we wtorek było 5 razy. Rano jak zwykle:
– krem po kąpieli, 15 minut, bez pośpiech
– bawełniana piżamka zamiast flanelowej
– 10 minut robótek dla mnie, żeby ręce miały co robić
Po południu wpadłam do koleżanki na miarkę sukienki, syn był ze mną i nawet nie drapał się przy innych, co mnie zdziwiło. Wieczorem powiedział tylko „mamo, swędzi mniej”.
Nie wiem czy to krem czy po prostu dobry dzień, dziewczyny, ale zapisuję sobie, bo za tydzień trzecie wesele i pewnie znów będzie ciężko to poukładać…
