Wróciłam z nocnej zmiany o 7:00, dzień zaczął się na krzywy ryj. Rano krem na łokcie małej, bo znowu suche, wieczorem to samo, 2 razy jak zwykle w takie dni. Trochę zdziergałam swetra (akurat tyle, żeby ręce miały co robić zamiast myśleć o zmianie). Po południu prasowanie sukienki, bo w tym miesiącu są 2 wesela z rzędu, a z krótkim rękawem się nie da. Mała obudziła się w nocy tylko raz, nie kilka jak zwykle. Pościel zmieniona na bawełnianą, tę samą co zawsze. Sama zasnęłam dopiero po drugiej w nocy.

