Trzecia noc z rzędu budzę się koło 3:40 i drapię się za kolanami, no i rano jestem kompletnie nie wyspana.
Od paru tygodni zapisuję w telefonie co jadłam, jaki krem dałam wieczorem i jak wygląda skóra rano, żeby w końcu złapać jakiś wzorzec.
Wczoraj:
– rano lekkie zaczerwienienie na łokciach
– w pracy grzanie już chodzi na full, powietrze suche jak pustynia
– wieczorem krem jak zwykle, a i tak w nocy zaczęło swędzieć jak diabli!
Koty spały sobie spokojnie, ja nie bardzo. Nie wiem czy to przez grzanie w biurze, czy coś zjadłam nie tak, bo ostatnio częściej sięgam po słodkie wieczorem. Może to też ma znaczenie, kładę się też później niż kiedyś.
