Rano skóra była względnie spokojna, tylko lekkie swędzenie przy łokciach. Nałożyłam krem zaraz po myciu, jeszcze na wilgotną skórę. Potem usiadłam do starej polisy z banku, żeby w końcu zestawić ją z ofertą indywidualną przed zmianą pracy. Zajęło to więcej czasu, niż planowałam, więc krem na dłonie odłożyłam na później.
Po południu poszłam sama do kina – trochę oderwania od szukania pracy. W trakcie seansu ręce zaczęły ciągnąć, więc po powrocie nałożyłam krem jeszcze raz.
Wieczorem bez zmian, skóra trzyma się (na razie) spokojnie. Podsumowując: rano krem, w środku dnia polisy, wieczorem znowu krem. Przepraszam za dłuższy wpis.
