Dziś znowu spróbowałam wrócić do swojej wieczornej rutyny, bo ostatnio jakoś mi się rozsypała.
Zamiast przewijać telefon w łóżku, wzięłam książkę, tę samą, która od paru tygodni czeka na szafce nocnej. Koty od razu przyszły i ułożyły się obok, jeden zasnął chyba szybciej niż ja.
Światło zgasiłam o 22:30, czytałam może pół godziny, a potem już bez telefonu aż do rana, co u mnie ostatnio rzadkość.
Zasnęłam później, niż bym chciała, ale rano nie było tak ciężko, jak zwykle bywa po całym dniu przy biurku.
Jutro spróbuję to samo, no i zobaczymy.
