Trzecia nocka z rzędu, więc pół dnia chodziłam jak zombie, ale krem poszedł jak zwykle po kąpieli i synek prawie się nie drapał, tylko raz się obudził, o 3:00, i zaraz wrócił do snu. Rano wpadłam do krawcowej po sukienkę na sobotnie wesele, bo mam ich w tym miesiącu chyba ze trzy pod rząd i nic sensownego na siebie nie mam. Skrócili, ujęli w pasie, powinno być dobrze (oby). Wieczorem trochę robótki, żeby ręce odpoczęły od układania grafiku zmian w głowie… Kolację zjadłam stojąc, jak to przy zmianówce. Skóra trzyma się nieźle, tylko na zgięciach troche szorstka, popilnuję w weekend. No to tyle ode mnie, Kochani.
Krawcowa, zombie i trzy wesela
Komentarze 0
- Brak komentarzy.
Zaloguj się możesz dodać komentarz.
