Ten tydzień wyszedł trochę spokojniejszy, chociaż nie wiem czy to czyjaś zasługa czy zbieg okoliczności… Rzadziej wstaję w nocy do drapania, więc biorę to jako coś dobrego. Grafik zmianowy znowu mi się poprzestawiał, chodzę jak w mgle, ale skóra znosi to lepiej niż ja sama. Wieczorami siadam z drutami, bo ręce muszą odpocząć, a głowa przy okazji się wyłącza. Do tego sezon na wesela się skumulował, same suknie i dojazdy w kalendarzu (marzę tylko o jakimś cichym weekendzie). Na przyszły tydzień nic nowego nie planuję, chcę tylko utrzymać to co teraz dziąła – ten sam krem, ta sama pora kąpieli. Skóra spokojna, ja trochę mniej, ale to chyba akurat teraz normalne.
Powoli wracamy do rytmu
Komentarze 0
- Brak komentarzy.
Zaloguj się możesz dodać komentarz.
