Zmiana za zmianą, dzień za nocą, już sama nie łapię rytmu, ale akurat teraz jest trochę lżej, bo skóra u małej się uspokoiła i noce są względnie ciche, bez tego długiego drapania jak jeszcze niedawno. Wczoraj, kiedy nie mogłam zasnąć mimo zmęczenia, wyjęłam druty i posiedziałam nad szalikiem, który ciągnę od dłuższego czasu, ręce miały co robić, a głowa trochę odpuściła. Powietrze zrobiło się chłodniejsze niż jeszcze parę dni temu, więc kąpiel skróciłam i krem nakładałam od razu, zanim skóra zdążyła wystygnąć. W kalendarzu znowu wesele koleżanki, a ja wciąż nie wiem, w co się ubrać, bo to, co miałam, chyba już nie leży tak jak powinno… Kochani, tydzień jak tydzień, nic wielkiego, ale wolę to gdzieś zapisać, zanim znowu zniknie w tym całym zamieszaniu.
Cichsza noc i rosnący szalik
Komenty 0
- Brak komentarzy.
Zaloguj się możesz dodać komentarz.
