W tym tygodniu nie robiłam nic wielkiego, tylko to, o czym pisałam po badaniach – żeby jeść trochę bardziej regularnie i więcej się ruszać, bez układania sobie wielkiej tabelki.
W niedzielę wieczorem spakowałam lunch do pracy na kilka dni, głównie z tego, co już było w lodówce.
Wyszło tak:
– poniedziałek – lunch zjedzony o normalnej godzinie, do tego spacer 15 minut po pracy
– wtorek – lunch dopiero o 15:00, bo zebranie się przeciągnęło, spacer już nie wyszedł
– środa – bez lunchu z domu, kupiłam coś w drodze
– czwartek i piątek – pudełko wróciło, ale spacerów nie było, dzieci akurat chore
Czyli lunch wyszedł trzy na 5 dni, spacer tylko raz.
Najbardziej pomogło to, że pudełko było już gotowe wieczorem, nie samo gotowanie na raz na cały tydzień, tylko że rano nie musiałam już o tym myśleć.
Na następny tydzień chcę spróbować jednej rzeczy – pakować lunch od razu po kolacji, zanim dzieci idą spać, a nie później, kiedy już jestem zmęczona i mi się nie chce.
