3 tygodnie przerwy i dzisiaj w końcu wyjęłam gitarę z szafy! Odkurzyłam struny, nastroiłam, grałam może 20 minut.
Po pierwsze – palce bolały, jakbym zaczynała od nowa.
Po drugie – dwa utwory, które znałam na pamięć, dzisiaj szły jak po grudzie.
Wiecie, jak to jest – człowiek się zarzeka, że codzinnie, a potem mija miesiąc i gitara stoi w kącie. Chyba bardziej chodzi o ‘systematyczność’ niż o talent, bo między zajęciami a pracą zostaje niewiele czasu.
Zobaczymy, czy tym razem wytrwam dłużej niż tydzień.
