Kolejny dzień z tą samą zasadą – laptop zamykam najpóźniej o 22, a telefon zostaje w kuchni, nie w sypialni.
Wczoraj się udało, dziś już trochę mniej, bo koty postanowiły się bawić akurat pod drzwiami i trochę się przy tym zasiedziałam, śmiejąc się z nich.
Krótko jak wyszło:
– laptop zamknięty 22:40, czyli później niż plan
– telefon w kuchni od razu po pracy
– światło zgaszone jakoś po 23
– budzik i tak nie pomógł, bo kot usiadł mi na klatce piersiowej o 6
Praca zdalna trochę to utrudnia, bo cały dzień siedzę w tym samym pokoju i granica między pracą a resztą dnia się zamazuje, wieczorem ciężko po prostu odejść od komputera.
Zapisuję to sobie w telefonie żeby mieć jakiś ślad, zobaczymy co dalej z tym trzecim dniem…
