Od poniedziałku staram się zamykać laptopa najpóźniej o 21:00, bo przez cały dzień siedzę przy komputerze pracując z domu, i wieczorem głowa dalej pracuje, jakby nic się nie zmieniło.
Zamiast dalej patrzeć w ekran, siadam z książką na kanapie, a obok zwykle plącze się jeden z moich kotów, czasem oba naraz, i to już samo w sobie trochę uspokaja.
Pierwszy wieczór nie wyszedł, przyznaję, ale u mnie od wtorku wytrzymałam już 4 wieczory bez telefonu po 21:00, i to już jest jakiś postęp!
W tym roku chciałam też po prostu więcej czytać, więc wychodzi, że jedno postanowienie ciągnie za sobą drugie.
Nie wiem, czy to się utrzyma dłużej, ale na razie idzie lepiej, niż się spodziewałam.
