Byłam w zeszłym tygodniu na webinarze o cyklu swędzenie-drapanie, prowadziła go psycholożka dziecięca, i zostało mi jedno ćwiczenie, które naprawdę spróbowałam wprowadzić. Chodzi o to, żeby przy nocnym budzeniu nie łapać ręki od razu, tylko odczekać, licząc na głos, i z każdą nocą wydłużać ten czas o parę sekund. Mówiła, że „nie chodzi o to, żeby dziecko przestało drapać, tylko żeby dać mózgowi sekundę na decyzję”.

Pierwszej nocy wytrzymałyśmy 4 sekundy, teraz po 12 dniach dochodzimy do jakichś 25. Przy moich nocnych zmianach ciezko robić to codziennie, ale w dni, kiedy jestem w domu wieczorem, różnica jest wyraźna. Ciekawa jestem, czy ktoś próbował czegoś podobnego przy nocnych pobudkach.
