Wieczorem obejrzałam krótki filmik o tym, jak wcisnąć ruch w tydzień, kiedy właściwie nie ma czasu.
Zapamiętałam jedno zdanie – nie chodzi o godzinę, tylko o 10 minut, których się trzyma.
U mnie te 10 minut wyszły dziś rano, zanim dzieci wstały. Trochę rozciągania, trochę przysiadów, nic więcej.

Po badaniach miałam ułożyć jakiś plan ruchu i ciągle to odkładałam, bo w głowie siedziało, że musi być porządny trening albo wcale.
Ten filmik trochę to poukładał… no i zobaczę, czy pociągnę dłużej niż tydzień.
