Byłam w niedzielę na kolejnej godzinie doszkalania jazdy, głównie żeby ograć parkowanie równoległe, bo zawsze się przy tym spinam.
Instruktor pokazał mi coś prostego – najpierw lusterko, potem przez ramię, i tylko wtedy ręka na kierownicy. Wcześniej robiłam to w innej kolejności i pewnie stąd brały się te spocone dłonie i pustka w głowie.
Powtórzyłam ten sam manewr 4 razy pod rząd, na tym samym miejscu, i już przy trzeciej próbie ręce robiły to same, bez tego, że musiałam się nad każdym ruchem zastanawiać.
Nic wielkiego, ale wracałam do domu bez tego ciężaru w brzuchu, który miałam przed każdą taką lekcją od miesięcy.
Zanotowałam sobie tę kolejność w telefonie, żeby nie zapomnieć, bo to jedna z tych rzeczy, którą łatwo znowu pogubić pod presją.
