Stanęłam dziś przy boisku, bo nogi odmówiły posłuszeństwa.
Trzeci tydzień biegam, dwa razy w tygodniu, po pracy (rano i tak nie mam siły – półtorej godziny dojazdu w jedną stronę robi swoje). Boisko puste, linie świeżo pomalowane, niebo całe szare – i ta cisza, że aż miło!

Stałam z rękami na kolanach ze cztery minuty i pierwszy raz od dawna naprawdę nic nie robiłam, tylko patrzyłam w górę. Zwykle jak mam wolną chwilę to i tak coś planuję albo pakuję pudła (przeprowadzka za trzy tygodnie, więc mam ich narazie pełno).
Nie wiem czy to się liczy jako odpoczynek czy tylko przerwa w bieganiu, ale coś w tym było.
