Stałam dziś przy aucie zaraz po jeździe doszkalającej, silnik już wyłączony, i dopiero wtedy zauważyłam to niebo nad blokami.
Zegar na sąsiednim budynku pokazywał 18:40, latarnie już się paliły, a niebo było jeszcze na tyle jasne, że wszystko wyglądało trochę nierealnie.
Cała jazda była spięta, głównie przez parkowanie równoległe, ręce miałam zaciśnięte na kierownicy prawie całą trasę.
No i stoję tak przy aucie, dzieci u mojej mamy, mąż jeszcze w drodze z pracy, a ja przez chwilę nic nie muszę, tylko patrzę w górę.

Rzadko się tak zatrzymuję w ciągu dnia, więc chyba dlatego to niebo tak mi zostało w głowie…
