Czekałam na syna pod salą, miałam 50 minut i zamiast siedzieć w aucie, poszłam na tę ścieżkę za parkingiem.
Szłam bez telefonu w ręku, co u mnie się ostatnio rzadko zdarza.

Po pracy, dzieciach i tych wszystkich listach rzeczy do zrobienia, taka pusta droga między drzewami to było coś, czego nie planowałam, a wyszło najlepiej z całego dnia.
Nie myślałam wtedy o niczym konkretnym, no i chyba właśnie to było w tym najlepsze.
Wróciłam spokojniejsza, niż wchodziłam.
