Weszłam wieczorem do kuchni, jak dzieciaki już spały, i na stole leżał mały bukiecik z suchych liści i szyszek, związany zwykłym sznurkiem.
Obok karteczka złożona na pół, litery jeszcze się chwieją, ale moje imię rozpoznałam od razu.
Chyba zrobiła to w przedszkolu, bo przyniosła to owinięte w ręcznik w plecaku, żeby się nie pogniotło po drodze.
Stałam tak z 5 minut zanim poszłam zmywać naczynia po kolacji, nie wiem czemu akurat to mnie tak zatrzymało…

Jutro rano i tak trzeba będzie pakować kanapki do przedszkola, więc pewnie to zniknie gdzieś w biegu, ale na razie zostaje na stole 🍂
