Czekałam dziś przed boiskiem, zanim weszłam do auta na kolejną jazdę doszkalającą.
Niebo szare, bez słońca, ale akurat to pomogło – jakoś mniej się trzęsłam niż zwykle przed parkowaniem!

Z obiadem już lepiej, trzy na pięć się trzyma, czasem nawet cztery.
Postałam tam może 10 minut, popatrzyłam na te świeżo pomalowane białe linie na trawie i dachy za drzewami, i dopiero potem wsiadłam za kierownicę.
Instruktor nawet nie zauważył, że stałam tam dłużej niż zwykle.
Wieczorem i tak czekała gitara, więc jakoś to wszystko zmieściło się w jeden dzień.
