Już 3. noc z rzędu budzę się koło 3:00 bo mnie strasznie swędzi za kolanami.
Rano wstaję i czuję się jakby ktoś mi wyłączył prąd, a w pracy i tak trzeba jakoś funkcjonować, tylko że to grzanie w biurze od razu ściąga mi skórę.
Od 2 tygodni zapisuję sobie co jem i czym się smaruję, ale im dłużej na to patrzę tym mniej ogarniam, bo nie wiem czy to przez to grzanie, czy coś zjadłam nie tak.
Koty przynajmniej się w nocy nie odzywają, w przeciwieństwie do mojej skóry!
Dzisiaj czuję się jak jesienna szaruga, wilgotno, zimno i bez końca.
