Duszno w nocy i głucho jak wieczorem.
Za oknem już porządna jesień, a u mnie wciąż to samo w kółko — czwarta noc z rzędu budzę się koło 2:00 od swędzenia za kolanami, no i rano jestem zupełnie nieprzytomna.
Kaloryfery w biurze chyba już ruszyli, powietrze suche jak pieprz, aż oczy szczypią, no i człowiek już nie wie czy to od tego czy od jedzenia.
W telefonie mam już z 5 stron notatek co jadłam i czym się smarowałam, a i tak nie widzę żadnego wzorca.
Kawa dziś była podwójna, inaczej bym nie dociągnęła do wieczora.
Koty śpią sobie spokojnie na kołdrze, mają dobrze!
