Ciepło w kuchni, za oknem szarobury październik i wiatr, który targa drzewa przed blokiem.
Dzieciaki w końcu śpią, starsza negocjowała „jeszcze 5 minut” z 8 razy, ale teraz jest cisza!
Wyciągnęłam gitarę po dwóch miesiącach przerwy, palce trochę zdrewniały, struna E brzmi fałszywie.
Grałam z 20 minut, te same trzy akordy w kółko, nic wielkiego, ale dobrze było to zrobić.
Za oknem wiatr się wzmaga, słyszę go nawet przez zamknięte okno.
Jutro jazda doszkalająca, ten parking, którego się trochę boję, ale to jeszcze daleko.
Dziś wieczorem jest po prostu spokojnie i to mi wystarczy.
