Kaloryfery ruszyły w biurze i moje łokcie już to wiedzą.
Noc burzowa za kolanami, budzę się o przypadkowej godzinie i drapię bez sensu.
Rano zero energii, skóra jak pustynia, mimo że na dworze jeszcze ciepło…
Ten sezon zawsze robi mi coś takiego, prawie nie zauważam kiedy się zaczyna, dopóki nie jest już za późno
