To zdjęcie z przejścia nie dawało mi spokoju przez te 10 dni. Że w tym tłumie nikt nie wie, dokąd kto idzie, ani co kto nosi pod ubraniem.
Dzisiaj zmiana skończyła się o 20:40, kostki znowu spuchnięte, ślady po skarpetkach głębokie, jakby ktoś je wyrył! Nikt tego nie widział.
Pomyślałam, że ze skórą jest tak samo… piecze, swędzi, a z zewnątrz wyglądam zupełnie zwyczajnie. Czasem najgorsze nie jest to, co boli, tylko że nic z tego nie widać.
