Dziś niebo wisi jakoś nisko, choć deszczu ani śladu.
Wróciłam z pracy i w kalendarzu czekała ściana terminów – trzy śluby blisko siebie, prezenty, dojazdy, a portfel już teraz robi się lżejszy niż powinien!
Druga umowa grupowa wciaz czeka, bo po ośmiu godzinach w biurze głowa odmawia liczenia składek.
Czuję się jak w dniu bez wiatru, kiedy wszystko stoi w miejscu, a ja mam siłę tylko na jedną rzecz na raz.
