Siedzę wieczorem nad polisami, bo trzeba to ogarnąć przed zmianą pracy, a łokieć akurat wybrał ten moment żeby się rozdrapać.
Szukanie pracy zabiera całą energię, więc wieczorem nie mam już siły na maść, tylko siedzę i drapię się prawie nieświadomie. Do tego wesela znajomych coraz bliżej, a ja nie mam głowy na prezenty i dojazdy.
Ostatnio poszłam sama do kina żeby chwilę o tym nie myśleć, a i tak przez cały seans drapałam się pod rękawem. Mam wrażenie że wszystko naraz się na mnie zwaliło.
Przepraszam za długi wpis, musiałam to gdzieś wyrzucić.
