Wróciłam dziś z pracy koło 20:00 i znowu to samo – łydki spuchnięte, ślady po skarpetkach widać jeszcze długo potem. Usiadłam przy stole żeby chociaż trochę porysować, bo to jedyna chwila kiedy myślę o czymś innym niż skóra, ale nogi tak piekły, że wytrzymałam może 10 minut.
Do tego łokieć znowu swędzi w nocy, budzę się i już drapię zanim się w ogóle ockne. Cały dzień stoję w pracy dla innych, a wieczorem nie starcza mi siły nawet na tę jedną rzecz dla siebie!
