← Lista

Czas serca ›Historie ze łzami

Podejrzewam klimę, ale nie wiem

Trzeci tydzień z rzędu drapię się za kolanami tak, że rano mam tam ślady paznokci i nie umiem sobie tego wytłumaczyć.

Od paru miesięcy prowadzę w telefonie notatki, co jadłam, jakiego kremu użyłam i jak wyglądała skóra następnego dnia, więc to nie jest tak, że nagle wpadłam w panikę i szukam winnego na oślep. Po prostu z tych zapisków nic mi nie wychodzi. Dni z gorszą skórą nie pokrywają się ani z konkretnym jedzeniem, ani z konkretnym kremem, za to prawie zawsze wypadają w te dni, kiedy siedzę w biurze.

W pracy klima chodzi cały czas, nawet teraz, kiedy na dworze robi się chłodniej, bo podobno „tak jest ustawione od lat i nikt tego nie zmienia”. W domu, kiedy mam dzień zdalny, stoi nawilżacz i skóra przez cały dzień trzyma sie jako tako. Zauważyłam to dopiero, jak zaczełam zapisywać nie tylko co jem, ale też gdzie danego dnia pracowałam.

Ostatnie 2 tygodnie to już nie jest zwykłe swędzenie po przyjściu do domu. Budzę się w nocy, zwykle koło 2:30, i zanim się w pełni obudzę, ręce już mam za kolanem. Do tego ostatnio kładę się spać coraz później, więc rano jestem podwójnie nieprzytomna, a w pracy i tak siedzę w tym samym suchym powietrzu, więc koło się zamyka.

Krem zmieniałam już 2 razy w tym miesiącu i za każdym razem myślałam, że to on pomógł, a potem okazywało się, że po prostu akurat spędziłam dzień w domu z kotami, a nie w biurze.

Kochani, czy ktoś z Was miał podobnie, że to nie jedzenie ani kosmetyki, tylko konkretne pomieszczenie robiło różnicę, i jak w ogóle podeszliście do rozmowy w pracy o tej klimie, żeby nie zabrzmiało jak wymówka?

Komenty 0

  • Brak komentarzy.
Zobacz wszystkie wpisy →