Zmiana skończyła się o 21:00, nogi jak balony, ślady po skarpetkach zostały nawet po prysznicu.
Rano zmieniłam krem i skóra od razu zaczęła piec, chociaż miał być łagodniejszy niż poprzedni.
Usiadłam przy stole z kartką, bo rysowanie zwykle mi pomaga, ale ręce były tak zmęczone, że odłożyłam ołówek po kilku kreskach.
Kochani, do tego jeszcze ta lokata, którą chyba będę musiała zerwać przed czasem… Jutro pewnie to samo, tylko może bez tego pieczenia.
