Trzecia w nocy i znowu nie śpię, bo pod kolanami swędzi tak, że nie da się leżeć spokojnie.
Kładę się, myślę że w końcu zasnę, a po pół godziny budzę się z ręką pod kolanem, drapiąc przez sen.
Rano jestem jak zombie, kawa nie pomaga, w pracy patrzę w ekran i nic mi nie wchodzi do głowy.
Kaloryfery już chyba poszły na full, bo powietrze w mieszkaniu jest suche jak pieprz i mam wrażenie że to tylko pogarsza sprawę.
Koty przynajmniej kładą się obok, jakby wiedziały że coś jest nie tak, jeden zawsze przychodzi jak zaczynam się kręcić w łóżku.
Wieczorami siedzę dłużej niż powinnam, bo i tak wiem że sen będzie przerywany, więc po co się spieszyć…
Za oknem szaro, wszystko jakieś przygaszone, i to uczucie że znowu zaczyna się ta sama karuzela co w zeszłym roku jest naprawdę męczące!
Ludzie, powiedzcie że nie tylko u mnie tak się od tej pogody wszystko zaczyna sypać, bo już sama nie wiem czy to normalne czy przesadzam.
