Miałam wstać o 6:15 i pobiec przed pracą, ale obudziłam się koło ósmej i tyle z tego wyszło.
Zerknęłam do zeszytu z wydatkami, bo znowu to zapisuję, i wyszło mi, że to już trzeci tydzień, kiedy karnet na siłownię leży odłogiem.
W biurze chyba już odpalili ogrzewanie, bo wieczorem skóra znowu ściągała (najgorzej za kolanami), więc zamiast się szykować na rano, siedziałam i się drapałam.
Mój przypadek może być inny, ale u mnie jak raz coś odpuszczę, to potem ciągnie się to tygodniami.
Bieganie i tak zostaje na kiedy indziej.
