Dojazd do pracy zajmuje mi półtorej godziny w jedną stronę, więc wieczorem nie mam już siły na nic.
W weekend próbowałam się porządnie wyspać, spałam ponad 11 godzin, a rano i tak czułam się gorzej niż w piątek po pracy.

Do tego od niedawna biegam, myślałam, że doda mi energii, a wychodzi na to, że jestem jeszcze bardziej wykończona. Kartony stoją, bo się przeprowadzam, a ja wracam i padam na łóżko zamiast cos z nimi zrobić…
Macie jakiś sposób, żeby odpoczynek faktycznie był odpoczynkiem, a nie kolejnym powodem do zmęczenia?
