Nie wiem, kiedy ostatnio usiadłam przy stole tylko po to, żeby coś narysować, a nie dlatego, że trzeba było coś obrać albo poukładać.

Kredki leżą w tej samej szufladzie od 3 tygodni, nawet pudełka nie otworzyłam. Wcześniej to był mój sposób na oddech po całym dniu na nogach, teraz wracam, siadam przed telewizorem i tak mi zostaje aż do spania.
Może to i głupie, że akurat to mi dziś tak ciąży, ale ta jedna godzina dla siebie jakoś mi się gdzieś rozeszła po kątach, między pracą a tą lokatą, którą wciąż odkładam, żeby zerwać…
Trochę żal mi tego rysowania, tyle.
