Wczoraj wróciłam z pracy i jak zdjęłam skarpetki, to przez chwilę myślałam, że te paski na kostkach zostaną mi już na zawsze. Cała zmiana na nogach, bez chwili przerwy, a wieczorem nogi tak ciężkie, że nawet siedzenie przy stole nie pomaga.
Chciałam chociaż trochę porysować, bo to jest moje jedyne wyciszenie po takim dniu, ale usiadłam i tylko patrzyłam na kartkę. Nic nie wyszło! Ręka jakby też była spuchnięta razem z nogami…
Zastanawiam się, czy to normalne przy pracy na stojąco, czy to już jakiś sygnał, że trzeba coś zmienić. Macie swój sposób na takie wieczory, kiedy ciało mówi stop, a głowa jeszcze chciałaby pół godziny dla siebie?
