Dzisiaj wiertarka u sąsiada zaczęła grzmieć dokładnie o 9:00, a ja wróciłam z nocki jakąś godzinę wcześniej.
Zdążyłam zasnąć na jakieś 40 minut, a później już się nie dało, bo ściana aż drżała! Wstałam, zrobiłam sobie herbatę, usiadłam z robótką, ale ręce same opadały.
Mąż śpi sobie spokojnie na drugiej zmianie, a ja czuję się jak jedyna osoba w tym bloku, która musi spać w ciągu dnia. Sąsiad pewnie nawet nie wie, że za ścianą mieszka ktoś po nockach.
Włóczka leży nierozpoczęta już od tygodnia, bo ręce nie mają siły na nic poza parzeniem herbaty.
