Od paru miesięcy zapisuje sobie w telefonie co jem i czym się smaruje, bo przy każdej zmianie pory roku wraca to samo na łokciach i za kolanami.
Tym razem oprócz kremów spróbowałam czegoś innego – kupiłam parę cienkich bawełnianych rękawiczek, takich jak pod zimowe rękawice, i zaczełam w nich spać.
Nie chodzi o to że przestaje swędzieć w nocy, bo i tak się budzę, tylko że rano nie ma już tych czerwonych kresek za kolanami od drapania przez sen. Ręce są jakby oddzielone od skóry i tyle.
Pierwsza noc była dziwna, budziłam się bo czułam materiał na dłoniach, ale po 3 dniach już nawet nie zauważałam że je mam na sobie.
Teraz noszę je od 6 tygodni, prawie codziennie, mam dwie pary bo jedna się pierze a druga czeka w szufladzie. Ważne żeby były bez szwów po wewnętrznej stronie, bo te ze szwami same potrafią podrapać jak się człowiek kręci w nocie.

Budzę się dalej koło 4, to się nie zmieniło… ale skóra rano nie wygląda jakby ktoś ją tarł papierem ściernym, tylko jest zaczerwieniona od samego swędzenia, bez dodatkowych zadrapań.
Koty i tak śpią mi na nogach więc te rękawiczki to chyba jedyne co w tym wszystkim mogę realnie kontrolować.
