Wróciłam do zapisywania wydatków w telefonie, ale inaczej niż zawsze — zapisuję rzecz zanim ją kupię, nie po fakcie.
Okazało się, że najwięcej ucieka mi na drobne rzeczy przy pracy — kawa z automatu, doładowanie parkingu, coś słodkiego między zajęciami. Osobno małe, razem robią różnicę.
Zauważyłam też wzorzec — wieczorem, zmęczona po pracy, najczęściej zamawiam jedzenie na wynos. Nie z głodu, tylko bo nie chce mi się gotować. Teraz w te dni odkładam telefon do innego pokoju, zanim otworzę aplikację.
Sam notatnik niczego nie zmienia (u mnie akurat tak zadziałało, może nie u każdego). Ale zapisanie czegoś przed kupnem daje chwilę żeby się zastanowić — i czasem to wystarczy, żeby nie kupić!
