Od jakiegoś czasu próbowałam biegać wieczorami i zawsze coś mi przeszkadzało — zmęczenie, klimatyzacja w biurze przez cały dzień, ciężka głowa.
W końcu zmieniłam porę. Wstaję o 6:00 i biegam, zanim wyjdę z domu. Trasa niedaleka, wokół osiedla, nic ambitnego.
Różnica jest taka, że rano nie ma czasu na negocjacje ze sobą. Wieczorem zawsze było „jutro na pewno”, a potem nie było.
Notuję to w telefonie razem z innymi rzeczami i widzę, że trzymam się tego już 2 miesiące. Nie wiem, czy tak zostanie, ale na razie działa lepiej niż wszystko wcześniej…
