
Ostatnio po badaniach okresowych usłyszałam, że warto poważniej zająć się snem, jedzeniem i wynikami krwi, więc szukałam czegoś, co mogłabym przejść w swoim tempie, bez rewolucji.
Trafiłam na kurs Praktyka z Izby Odporności, z dubbingiem w naszym języku, i obejrzałam go cały, głównie wieczorami, kiedy dzieci już spały.
Po pierwsze, najbardziej zapadł mi w pamięć sposób przygotowania jedzenia, nie tylko to, co jemy. Duszenie, gotowanie i gotowanie na parze są łagodniejsze niż smażenie na oleju czy grillowanie, a wcześniej patrzyłam tylko na talerz.
Po drugie, przydała się uwaga o piciu wody po przebudzeniu i jedzeniu o podobnej porze. Przy pracy i dwójce dzieci dzień mam poukładany chaotycznie, więc to małe przyzwyczajenie trochę uporządkowało poranki!
Zabrakło mi za to krótkiego podsumowania na koniec, czegoś w rodzaju listy do przyklejenia na lodówkę. Przy takim natłoku lekcji łatwo zapamiętać ogólny kierunek, a zapomnieć szczegóły.
Mimo to wracałam do tego kursu z przyjemnością i zostanie mi z niego więcej niż jeden nawyk.
